Jak sam mówi o sobie – do ‘Rodzinnego Kotła’ jest tylko ”przylepiony”. Przez długą linię żony Zofii Bąk spokrewnionej z gałęzią Kowalskich, którzy z kolei są spowinowaceni ze Sławińskimi. A wiec taki przyklejony do przyklejonych! Przedstawiamy sylwetkę poety Kazimierza Lindy.
U
rodzony w 1945 roku na Podkarpaciu, w Babicach k/Przemyśla. Jego pełna sukcesów droga do poezji była długa i zawiła.
Na zdjęciu z wczesnej młodości ze skrzypcami w ręce gra zasłuchany w pełnym skupieniu i koncentracji. Jeszcze w wojsku grając w kapeli miał cichą nadzieję, że zostanie muzykiem. Skrzypce to była jego wielka miłość ale jednocześnie i zmora. Lata wyrzeczeń spędzonych na dojazdach z rodzinnej wsi do oddalonej o 25 km szkoły muzycznej zabrały mu dużą część dzieciństwa i młodości. Tym niemniej kochał skrzypce nad życie i godził się na wszelkie niedogody. Przeznaczenie miało jednak dla niego inne plany.
Naukę gry zakończył równo z ukończeniem szkoły podstawowej. Później nie było już szans – szkołę średnią miał dokładnie w przeciwnym kierunku niż szkołę muzyczną. Skrzypce zastąpił gitarą, którą opanował sam i to dosyć szybko. Później grywał w różnych zespołach, gdzie w zależności od potrzeb, dawano mu partię albo skrzypiec albo gitary. Muzyka i skrzypce to do dzisiaj jego hobby.
Pierwszy wiersz utonął już w mrokach pamięci – to było gdzieś we wczesnym dzieciństwie. Pamięta za to dobrze pierwszy "poważniejszy" tekst - to była piosenka o nauczycielach. Napisał ją na zamówienie kuzynki, na studniówkę. Pod znaną melodię piosenki "Jabłuszko pełne snów" satyryczny tekst, uwypuklający przywary pedagogów, zrobił furorę wśród młodzieży i spowodował dochodzenie ze strony dyrekcji o autorstwo. Na szczęście sprawca – Kazik – był wtedy w innej szkole i ramię ”sprawiedliwości” go ominęło.
OCZEKIWANIE I
niebo styka się z ziemią
ziemia sięga nieba
czas brnie i błądzi
po korytarzach
przestrzeni
Copyright Kazimierz Linda
Od dzieciństwa uwielbia czytać. I to wszystko jak leci – prozę, poezję, teksty piosenek. I zupełnie odwrotnie niż większość młodych ludzi, których przerażają lektury szkolne, zawsze lubił klasyków – Słowackiego, Norwida, Asnyka, Jastruna. Do dzisiaj znajduje w nich inspirację. Dużą radość sprawia mu czytanie poezji pisanej przez kolegów ze Stowarszyszenia Literatów. Cieszy go każdy wiersz przyjaciół bo jak mówi ma do nich bardzo personalne podejście. Z tekściarzy piosenek najbardziej ceni sobie Młynarskiego, z poetów współczesnych Edwarda Szczura.
Jego własna droga do poezji miała wiele ”objazdów”. Dla rodziców szczytem marzeń dla syna była praca ”gryzipiórka” w urzędzie. Ale Kazik za nic nie chciał zostać ”urzędasem”. Oprócz literatury i muzyki interesował się, jak wielu chłopaków w jego wieku, techniką. Przez lata poezja przeplatała się więc z naprawami radioaparatów i telewizorów, nauką w technikum elektronicznym, studiami w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej w Warszawie i dziesiątkami lat pracy w telekomunikacji. Po drodze ”zaliczył” też kursy reżyserii teatralnej i choreografii tańca. Tak wiec sztuka i życie szły zawsze w łeb w łeb.
Pisze mało. Słowami wycezylowanymi, rozmyślnymi, prezcyzyjnymi. Jego wiersze to liryka osobista. Czy się to podoba? Większości chyba tak bo dotyczy spraw bliskich nam wszystkim – istota życia i śmierci, miłość, nienawisć, obojętność, samotność.
Dzisiaj już na emeryturze, poświęca dużo czasu poezji i działalności w Stowarzyszeniu Literatów ”Witryna” w Stalowej Woli, którego jest prezesem od 5 lat. Wydał dwa tomiki poezji – Dylematy (1998) i najnowszy Dryf (2008). Jego wiersze publikowane są w wielu miesięcznikach literackich – m.innymi Akant, Sztafeta, Iskra. Prowadzi też dwie witryny internetowe – jedną prywatną z własnymi wierszami i tekstami, drugą dla ”Witryny”. Zapraszamy do odwiedzenia obu.
Tak blisko jesteś
I tak daleko
W szklanej płycie
W słowach symbolach
W małym prostokącie
W myślach ulotnych
W milknącym głosie
Z oczekiwaniem
Którego znieść
Nie mogę